Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty

3 czerwca 2009

Kanoe w łazience – a czemu nie?

Powracając do tematu drewna w łazience po prostu nie mogłam przejść obojętnie koło projektu firmy Arco. Projektując w głowie wnętrze mojego przyszłego pokoju kąpielowego (w marzeniach nie muszę przecież urządzać łazienki – oczami wyobraźni widzę raczej większy metraż) wygospodarowałam miejsce na niezwykłą drewnianą ławę holenderskiego producenta – prywatną łódkę kanoe. Nie dość, że tematycznie bardzo mieści się w „wodnych” tematach, to jeszcze za sprawą swojej idealnie prostej, długiej, opływowej formy wspaniale „oczyści” i poszerzy nam każde pomieszczenie. Świetnie byłoby móc kolorystycznie dopasować kanoe do reszty drewnianych elementów pomieszczenia. Ława występuje na razie w dwóch odciniach dębu (bardzo jasnym i bardzo ciemnym), ma wymiary 212 x 45 x 44 cm.
Już widzę jak odparowuję na niej po gorącej kąpieli, namaszczam się cudotwórczymi eliksirami lub suszę włosy ...

Jedyne czego żałuję, to niewykorzystanie wnętrza kanoe - mogłaby z powodzeniem otwierać się jak skrzynia i skrywać akcesoria codziennego użytku. Ale co tam! W pokoju kąpielowym spokojnie można pozwolić sobie na tak rozpustne, niegospodarne wykorzystanie przestrzeni!

Fot. arco.nl

1 czerwca 2009

Japanize my bathroom

Nieustająca inspiracja estetyką japońską połączona ze wspomnianą przeze mnie jakiś czas temu tematyką materiałów i faktur „wprost z natury” stosowanych w wyposażeniu łazienek, a do tego temperatura panująca dzisiaj u mnie w biurze (nigdy bym nie przypuszczała, że zdrowemu człowiekowi w tak cudowny sposób ręce mogą zacząć się mienić w kolorach zieleni i fioletu) skłoniły mnie do poświęcenia dzisiejszego wątku tematyce łazienkowej (a w zasadzie wannowej) w najcieplejszym i najbardziej naturalnym z możliwych wydaniu – w drewnie.

Drewno, kamień i woda – to na nich zbudowana jest magia japońskich gorących źródeł i łazienek w tradycyjnych hotelikach japońskich - ryōkanach (poniżej zdjęcie jednej z nich).

Fot. podpatrzone na brettdavenport.com (Brett Davenport’s Travel Blog)

Kiedyś postanowiłam ściągnąć takie japońskie źródło do własnej łazienki i przysięgam, że słowa dotrzymam. Najpierw będę jednak musiała wprowadzić kilka nowych zasad do swojego europejskiego stylu kąpieli, który po japońskim doświadczeniu wydaje się być w takim samym stopniu nielogiczny, co obrzydliwy. Oto pierwszy zaskakujący fakt, o którym muszę na początku wspomnieć - japońskie wanny (ofuro) nie służą do mycia, lecz do wygrzewania. Wieczorna toaleta w wydaniu japońskim wygląda następująco: najpierw prysznic, który pozwala porządnie oczyścić ciało, a dopiero potem kąpiel, która oczyszcza umysł. Toaleta w wydaniu europejskim to w zasadzie żadne mycie, ot wygrzewanie bakterii w przyjemnym entourage’u.

Japońskie wanny przybierają różne kształty – wszystkie bez wyjątku są jednak krótkie i głębokie, aby można było sobie w nich usiąść i zanurzyć się po szyję. Taki model, choć osobiście bardzo mi odpowiada, niekoniecznie sprawdzi się w moim domu (nawet nie zamierzam upychać faceta 1.90 wzrostu do takiego pudełka), ale od czego mamy neo-azjatycki styl wyposażania wnętrz - nie tylko rozciągnie nam wannę do pożądanych rozmiarów, ale nawet nada jej kształt przyjazny kręgosłupowi.

W łazience na modłę japońską obligatoryjnie musi zatem znaleźć się prysznic. W swoim prywatnym pokoju kąpielowym zorganizowałabym kabinę niewidkę, wydzieloną z przestrzeni łazienkowej jedynie za pomocą tafli szkła, ewentualnie ścian i tafli szkła, najchętniej jednak bez oddzielnego brodzika.

Fot. trendir.com

Fot. dom.gazeta.pl (Poolspa)

W jej pobliżu ustawiłabym drewnianą wannę – koniecznie z japońskiego cedru hinoki lub drewna tekowego o zimnej barwie – ciepło i aromaterapia w jednym. Do tego jeszcze kadziło, puszyste ręczniki w kolorach ziemi i jestem w prywatnym raju.

Fot. rhtubs.com

Fot. bathtubsforyou.com

Niesamowitym pomysłem mogłaby być również taka wanna, choć przyznaję, że trochę bałabym się połamanych kończyn. Ze zwykłą wanną można co najwyżej się zderzyć, do tej wpada się w całości.

Fot. homedosh.com (seria wanien KASH)

28 maja 2009

Tradycyjnie w bieli

Dla przeciwwagi teraz temacik o umywalkach w nieco bardziej tradycyjnym wydaniu. Wszakże białe nie musi być nudne. Okazuje się, że biała ceramika to temat rzeka ... nablatowe (moje ulubione), podblatowe, meblowe, stojące, wiszące, lewitujące, mikroskopijne, małe, średnie, duże, ogromne, pojedyncze, podwójne, potrójne, ceramiczne, kamienne, matowe, błyszczące, wysokie, niskie, z "kołnierzem", bez "kołnierza", idealnie okrągłe, idealnie niekształtne, bezkształtne, jajowate, prostokątne, kwadratowe, trójkątne ... Wszystkie bez wyjątku szczególnie dobrze prezentują się przy ciemnym podkładzie, który tak bardzo sobie upodobałam. Przykłady:





Fot. Nic Design





Fot. wnetrzator.pl



Fot. lavabo.pl


Urządzając swoje pierwsze M miałam wiele pomysłów na łazienkę, za to nie do końca starczyło mi odwagi, by pokusić się o oryginalność z prawdziwego zdarzenia. O funduszach i metrażu pomieszczenia nawet nie wspomnę. Efekt nie do końca spełnił moje wymagania, choć ostatecznie chyba nie ma co narzekać - dwa duże lustra załatwiły problem metrażu, a metraż załatwił problem funduszy. Ostatecznie projekt zawiera to co dla mnie ważne, a więc są duże płyty z błyszczącego polerowanego gresu w kolorze zimnego beżu (w rewelacyjnej cenie, choć teraz z pewnością zamieniłabym je na droższy antracytowy, matowy gres) oraz jajowata wisząca muszla, o jakiej marzyłam. Umywalka pozostawia bardzo wiele do życzenia, ale przy takim metrażu należy się chyba cieszyć, że w ogóle jest :) Jest tak:

27 maja 2009

Umywalki - moja miłość

Od pewnego czasu wyposażam sobie w głowie z najmniejszymi szczegółami wnętrze naszego nowego ... no właśnie ... mieszkania, domu ... nie wiemy jeszcze dokładnie, ale nasze kolejne M na pewno będzie duuuuże i pozwoli nam na realizację wszystkich naszych zakrojonych na szeroką skalę planów designerskich.


Z pewnością wielokrotnie będę wracać do tematu nowego M, ale ponieważ kwestia jest poważna i dosyć rozległa, na razie co jakiś czas będę się skupiała na wybranych smaczkach, które pobudzają mnie do działania. Także wbrew zasadom: od szczegółu do ogółu.


Na początek dla ogólnego "feelingu" o co mi w łazience chodzi, mała wizualizacja tego najważniejszego dla mnie pomieszczenia w domu (zamiłowanie do długich i gorących kąpieli robi swoje - wbrew zapewnieniom rodziców musiałam się urodzić w japońskim gorącym źródle, nie ma siły).


Fot. outinhome.com

Projekt bardzo bliski memu sercu, choć widziałabym tu raczej drewno ciemne lub w zimniejszym odcieniu (np. heban lub zachwycający bielony, oliwowany dąb podpatrzony w mieszkaniu mojej koleżanki). Do tematu łazienek z resztą na pewno jeszcze powrócę.
Inspiracja - jak to u mnie często bywa - oczywiście azjatycka. Uwielbiam prostotę i projekty budowane na bazie materiałów, kolorów i faktur zaczerpniętych wprost z natury (szczególnie upodobałam sobie kamień i drewno). Dopiero do tak przygotowanej "bazy" wprowadzać można kolor w postaci dodatków lub ceramiki łazienkowej.
Na początek oryginalne pomysły na ceramikę w kolorach ziemi (Fot. exoticsinks.com).

Ostatnia z propozycji jest dosyć ciekawa i oryginalna, choć szczerze mówiąc nie lubię takich inspiracji zastosowanych "wprost".

Jeśli chodzi o wprowadzenie do łazienki koloru w postaci ceramiki łazienkowej, absolutnie zachwyciły mnie ręcznie malowane umywalki meksykańskie. Nie wykluczam decyzji o zakupie takowych w dalszej przyszłości.

Fot. podpatrzona na champaign-taste.blogspot.com – mam nadzieję, że nie dostanę za to po głowie



Fot. mexicantextiles.com


Fot. umywalka podpatrzona na e-bay'u
Fot. casarosamexican.com

Fot. casarosamexican.com

Umywalki meksykańskie kupić możecie na kolorymeksyku.pl.
Co ciekawe nieco podobne zdarzyło mi się widzieć w Japonii (Fot. mojego autorstwa).